Napo
Kiedy zobaczyliśmy cała trójkę, wszyscy się bardzo ucieszyliśmy.
-Ej chwila, a gdzie León i Viola?-zapytał Maxi.
-Rozdzieliliśmy się i poszliśmy w dwie różne strony korytarza, z nadzieją, że szybciej znajdziemy Cami, a tymczasem znaleźliśmy was.-odpowiedział Braco.
-Okey, dobry pomysł, ale czy moglibyście nas stąd wyciągnąć, potrzebny klucz, ale tu go nigdzie nie ma.-powiedziałem.
-Jak to nie? Przecież tu wisi.-powiedział Andres ściągając klucz i otwierając kratę.
-Ale to się nie liczy był po zewnętrznej stronie! No dobra, fakt nie wszędzie szukaliśmy, tylko w środku.-powiedziała Ludmiła.
-No co wy.-dogadała Naty.
-No dobra dosyć tych pogaduszek, musimy znaleźć Leóna i Viola, lepiej będzie jak będziemy wszyscy szukać Cami.-powiedziała Fran.
-Ale kto was tu zamknął?-zapytał Braco.
-Nie wiemy, ale ktoś tu jest i oby tylko nie dopadł Violi i Leóna, bo to może się źle skończyć.-powiedział Broadwey.
Pobiegliśmy szukać reszty z nadzieją, że nic im nie jest.
León
Staliśmy z Violettą jak wryci, coś, a raczej ktoś powoli podchodził w naszą stronę.
-León co zrobimy?-zapytała cichutko przerażona Violetta.
-Nie mam zielonego pojęcia.
Nagle oboje dostrzegliśmy w rogu pokoju związaną Camilę.
-Viola?-zapytałem.
-Tak?
-Szybko bierz Camilę, a ja zajmę się nim, dobrze?
-Dobrze.
-Na trzy.
-Yhy.
-1,2...3!!!-krzyknąłem i rzuciłem się na wysokiego mężczyznę, a Viola podbiegła i rozwiązała Camilę, obie siedziały w rogu. Starałem powstrzymać się tego gościa, ale nie dawałem rady, był trochę silniejszy ode mnie. Jednak w samą porę do pokoju wpadli Maxi, Napo, Andres, Tomas, Braco i Broadwey wraz z dziewczynami, które od razu podbiegły do Camili i Violi.
Kiedy pozbawiliśmy przytomności tego faceta, poszliśmy do dziewczyn. Nikt z nas nie wpadł na pomysł, żeby sprawdzić kim był ten mężczyzna za bardzo byliśmy przejęci znalezieniem Cami.
-Cami jak się czujesz?-zapytałem.
-Nie najgorzej.-odpowiedziała bardzo cichutko.
Była cala brudna i po obijana.
-Dobra, myślę, że powinniśmy stąd wiać za nim ten odzyska przytomność.-powiedział Maxi.
-Spoko, ale czy Cami da radę iść.-powiedziała Ludmiła.
-Lu, ja cię nie poznaje! Bardzo się zmieniłaś nigdy się nami nie przejmowałaś!-powiedział Fran.
-Tak to prawda, ale podoba mi się to i już nie chce być taka jak wcześniej. Podoba mi się, to że mogę się z wami kolego...-nie dokończyła, bo jej przerwałem.
-Przyjaźnić!
-Ale jak o za to co wam kiedyś zrobiłam i jaka była.
-Każdemu daje się drugą szansę!-powiedziała Viola.
Wszyscy się przytuliliśmy łącznie z Cami która trzymała się ledwo na nogach.
-Czy ma ktoś zasięg?-zapytał Braco.
-Nie niestety.-odpowiedział Tomas.-O jej!
-Co?! Co się dzieje?!-zapytała Camila.
-Jest już 3.30.-powiedział.
-Co?!-krzyknęła Viola.-Tata mnie zamorduje za to, że nie ma mnie tak długo, w końcu nic nie wiedział o tym, że tu idziemy bo by mnie zamknął w domu, żebym tylko nie szła, a teraz pewnie strasznie się martwi!
-Uspokój się Violu, my też nie będziemy mieli łatwo u rodziców, też im nie mówiliśmy, bo nigdy nie pozwoli by nam pójść.-powiedziałem i pocałowałem Violę w policzek, a ona się we mnie wtuliła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz