Federico
Siedzieliśmy w pokoju Violi i zastanawialiśmy gdzie podziali się rodzice. Dużo śpiewaliśmy, wiedząc, że ojciec jest już w domu, nie przyszedł do nas ani razu, nawet się nie przywitał jakby o nas zapomniał już całkiem. Violetta za każdym razem tylko powtarzała, że to jest podejrzane i że na pewno za o śpiewanie już załatwia bilety na wyjazd. Ale ja jednak byłem pewien , że to nie przez to tata nie zainteresował się tym, co tu się dzieje. Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy zobaczyć czy jest ktoś na dole. Violetta poszła do biur taty, a ja do kuchni. Nagle usłyszałem pukanie. Kiedy się odwróciłem zobaczyłem, że za drzwiami wejściowymi do kuchni stoi Ludmiła. Szybko podszedłem i otworzyłem.
-Cześć.-powiedziała wesoło.-Hej.-powiedziałem jakby trochę przymulony, ale zaraz się ocknąłem i pomyślałem : " Nie mogę tego zawalić, zakochałem się w niej , niech wie !"
-Posłuchaj Fede, bo muszę ci coś powiedzieć..
-Nie to ja muszę ci coś powiedzieć.
-Yy, to jak widać przyszłam w dobrym momencie.
-Tak, będzie się co zwierzać
-To jak ty czy ja mam mówić pierwsza?
-Może ty zacznij, kobiety mają pierwszeństwo.-powiedziałem, a ona się zaśmiała.
-Więc tak, nie wiem co sobie pomyślisz, ale muszę ci to powiedzieć, wiesz ostatnio bardzo fajnie spędziliśmy czas..
-Myślę tak samo.-przerwałem jej, a ona się szeroko uśmiechnęła.
-I..
-Co?-zapytałem cicho.
-Bo ja jakby się..
-No co?-przez myśl mi już przechodziło to co chciała mi powiedzieć.
-Yy.. tak jakby spodobałeś mi się trochę.
-Trochę?
-Tak trochę.-powiedziała patrząc na mnie.-Tak trochę nawet bardzo.
-Uu, bardzo? Wiesz..
-Mm.. wiesz tak nawet trochę bardziej, o wiele.
-Dobrze, że to mówisz, bo ty mi też się spodobałaś.
-Na serio?
-Fede! Są w kuchni?!-zawołała Viola z salonu.
-Nie ma ich tu.
-O co chodzi?-zapytała Ludmi.
-A szukamy rodziców. Jakoś dziwnie cicho gdzieś siedzą. Pogadamy jutro, dobrze?
-Pewnie.
-Cieszę się, że przyszłaś.-powiedziałem i pocałowałem ją w policzek.
Kiedy wyszła zacząłem skakać z radości, że udało mi się, i że nie wystraszyłem się tym razem.
-Z czego się tak cieszysz?-zapytała Viola, której nie zauważyłem jak wchodziła do kuchni.
-A z niczego tak sobie skaczę.-nie chciałem się jeszcze przyznać o Ludmile.-I jak są?
-Nie. Chodźmy może są w pokoju taty.
-Tak, dobry pomysł, że wcześniej na to nie wpadliśmy.
-No.
Poszliśmy na górę i zapukaliśmy cicho do drzwi pokoju. Nikt jednak nie odpowiadał, więc leciutko je uchyliliśmy, żeby zobaczyć czy ktoś tam jest, niestety widokiem nie byliśmy zachwyceni, gdyż zastaliśmy tam rodziców w dwuznacznej sytuacji. Na szczęście nie zdążyli nas zauważyć, szybko zamknęliśmy drzwi i wbiegliśmy do mojego pokoju.-Ojoj, to już wiemy, czemu nie było ich słychać.-powiedziała Violetta.
-Rany, to chyba oznacza, że cieszą się, że znowu mieszkają pod jednym dachem.
-Tak, oj to muszą się bardzo cieszyć.-dodała Viola.
-Wiesz co to oznacza?-zapytałem.
-Co?
-Że jeśli oni tam teraz, to znaczy że kiedyś możemy stać się już na serio rodziną.-powiedziałem, a Viola popatrzyła na mnie jakby smutnym a zarazem szczęśliwym wzrokiem.
Bardzo dwuznaczna sytuacja ....
OdpowiedzUsuń