niedziela, 27 października 2013

Rozdział 27 "Naga prawda / Niespodziewani goście "

    Komentuuuujcie plisss ;*

    León

  Po powrocie do domu z karaoke, od razu zadzwoniłem do Violi, mimo tego, że przed chwilą się widzieliśmy już mi jej brakowało. Długo rozmawiałem Z Violettą, jakoś nie potrafiliśmy skończyć. Było już późno, ale ktoś zapukał do mojego pokoju. Był to Diego.
-Co ty tu robisz? I czego tu szukasz?
-Musimy pogadać.
-Ale o czym? Jeśli myślisz, że przez twoje straszenie znów się rozstanę z Violettą, to jesteś w błędzie.
-Nie ja nie o tym chciałem gadać.
-To w takim wypadku po jaką cholerę żeś tu przylazł?
-Więc tak chodzi o Violettę, ale tylko o nią może grozić jej niebezpieczeństwo.
-Co? Jakie niebezpieczeństwo, nie rozumiem. Grozisz mi teraz w ten sposób tylko innym sposobem, nie dam się na to nabrać.
-Nie! To wszystko prawda, powiem ci wszystko ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Nie możesz powiedzieć nic Violettcie i będziesz mi pomagał jej pilnować, jesteś jej chłopakiem, na pewno w wielu przypadkach będzie ci lepiej mieć na nią oko niż mi.
-Ok. Ale o co chodzi z tym wszystkim skąd to wiesz?
-Dotarła do mnie informacja od pewnej osoby która groziła, że jeśli nie pomogę mu w pozbyciu się..-przerwał, a zaraz dodał jakby dalszą część, bez jednego szczegółu.-To porwie Violettę tak jak Cami i zamknie ją nie wiadomo gdzie na przykład wywiezie ja gdzieś, do innego miasta i nigdy jej nie znajdziemy i nie zobaczymy jej już.
-Co, ale kto ci to powiedział?
-Nie mogę akurat tego powiedzieć i tak dużo wygadałem, ale to dla dobra Violi. Musisz mi pomóc w tym wszystkim sam sobie nie poradzę. Postanowiłem do ciebie przyjść, bo nie wiem co mam robić, tylko ty możesz pomóc, bo ja jestem w kropce, sam jej nie upilnuję. Ale nie mów tego nikomu! Jasne. Nie ma co denerwować Violetty na zapas, i tak ma już wystarczająco swoich problemów.
-Dobrze. Pomogę dla niej zrobię wszystko.
-Wow ty ją na prawdę bardzo kochasz.
-Taak, nawet nie wiesz jak bardzo.
-Przepraszam za te komplikacje które przysporzyłem między wami. Po prostu, w jakimś momencie zakochałem się w niej, to wszystko stało się tak szybko, ale odpuszczę już sobie, nie chce robić problemów i walczyć o nią , bo Violetta nie jest zabawką. Zrozumiałem że robiłem źle kiedy dotarło do mnie że mogę jej już nie zobaczyć i stracić ją na zawsze. Kocham ją, ale proszę daj mi się chociaż z nią zaprzyjaźnić, ja nie jestem wcale taki zły, nie wiesz jak to jest cierpieć z miłości?
-Wiem jak to jest, byłem już w takiej sytuacji nie raz. Oczywiście że możesz się z nią przyjaźnić, nie zabronię ci tego, masz do tego takie samo prawo jak i ja. I ja tez przepraszam, po prostu ona jest dla mnie najważniejsza. Dzięki że wszystko powiedziałeś, będę jej pilnować.-powiedziałem, po czym przybiliśmy sobie piątkę. Diego zaraz wyszedł, a ja za nim, ale nie dosłownie, bo ja poszedłem do Violetty.


     Violetta




   Siedziałam w pokoju przy biurku i rysowałam w pamiętniku. Tak bardzo cieszyłam się ze spędzonego z Leónem wieczoru, było niesamowicie. I Fran tez kogoś poznała. Tak sobie myślałam, gdy nagle usłyszałam szum liści na drzewie, a później jakieś kroki. Jakby ktoś był na balkonie. szybko podeszłam i odsunęłam roletę. Podskoczyłam, aż z przerażenia na początku, ale po chwili byłam uradowana, gdy dostrzegłam że na balkonie stoi León.
-Co ty tu robisz, o tej godzinie?-zapytałam wpadając mu w ramiona.

-Yy.. Nie mogłem już wytrzymać bez ciebie.-powiedziała po czym zaczęliśmy się całować dość namiętnie. Po chwili weszliśmy do pokoju i zamknęliśmy drzwi balkonowe. Długo gadaliśmy. Mimo tego, że była późna pora, tata zapukał do drzwi pokoju z pytanie :- Violu śpisz? Mogę wejść?
-León i co teraz przecież jak cię tu zobaczy to od razu mnie wywiezie.-panikowałam.
-Nie martw się, schowam się.
-Okey, ale szybko i najlepiej pod łóżko.
-Spoko.-odpowiedział cicho, po czym wślizgnął się pod łóżko, a ja udając zaspaną otworzyłam drzwi.
-O co chodzi, tato?
-Mamy ważnych gości..
-O tej porze?
-Przylecieli z Włoch to dlatego, tak późno są, gdyż opóźniony mieli samolot. Chodź poznasz ich.
Nie odpowiadając zeszłam na dół. Byłam zaskoczona widokiem.
-Dobry wieczór.-powiedziało cicho kobieta o blond włosach jakby nie chciała nikogo obudzić. Była bardzo piękna i dość wysoko.-Jestem Ornella.
-Yy.. dzień.. to znaczy dobry wieczór. Mam na imię Violetta.
-Hmm.. Ale ty wyrosłaś..-nie dokończyła zdania, po w połowie przerwał jej jakiś męski głos.
-A ja jestem Federico.-był to głos chłopaka który wyszedł właśnie z kuchni pijąc sok pomarańczowy.
-Cześć.-powiedziałam, po czym odwróciłam się w stronę taty.-O co tu chodzi? Bo nic nie rozumiem z tego zamieszania.
-Ornella i Fede będą mieszkać u nas przez jakiś czas.
-Ale jak to, a co z wyjazdem do Kataru?
-Na razie nigdzie nie pojedziemy z powodu ich wizyty u nas.
-Aha, czyli to jest tylko ten powód. Jakbyś nie mógł całkiem z tego zrezygnować. To ile mam czasu? Tydzień, dwa, trzy?
-Dwa miesiące.
-Na serio?! O tato dzięki, tato dzięki, dzięki!!-krzyknęłam po czym rzuciłam mu się w ramiona.
-Zastanowię się z zrezygnowania z wyjazdu, ale teraz muszę ci coś powiedzieć. Ornella to moja była narzeczona, a to jej syn Federico.
-No to że jej syn to wiem, zdążyłam wcześniej ogarnąć to sprawę.
-Nie dałaś mi dokończyć, bo Fede to także i mój syn.
-Że co?!! Aaa... Jak to? 
-Powinienem ci powiedzieć to wcześniej, ale uznałem że zrobię to dzisiaj, przy nich, żeby mieć pewność że tym razem nie stchórzę i na pewno powiem, przepraszam za to, ale proszą bądź miła.
-No spoko, nie mam powodu do nienawiści, na razie przynajmniej.-powiedziałam śmiejąc się.
-Jesteś kochana.-dodał tato, całując mnie w czoło.
Siedzieliśmy na dole, tata z Ornella długo opowiadali o przeszłości i o tym jak to było kiedy byli razem, bardzo ładna była ich historia. Zupełnie zapomniałam o Leónie który leżał pod łóżkiem u mnie w pokoju. Natychmiast się zerwałam i pobiegłam na górę, mówiąc tacie, że zapomniałam wyciągnąć wtyczkę prostownicy z kontaktu. Kiedy wpadłam do pokoju, od razu zerknęłam pod łózko, ale Leóna już nie było, podeszłam do balkonu był leciutko uchylony, zamknęłam go. Miałam już schodzić na dół, gdy nagle zobaczyłam Federica stojącego w drzwiach.

1 komentarz: