wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 12 "Ślepy zaułek"

    León

  Od jakiejś godziny siedzieliśmy w windzie, nie mieliśmy pojęcia jak się z niej wydostać.
-Ej, a może wyjdziemy tędy?-zapytał Braco.
-Ale, że jak górą? Mylicie, że to przejdzie?-zapytała Naty.
-Słuchajcie bardzo chce stąd wyjść, ale ja nie wiem czy dam radę tędy.-powiedziała Violetta.
-Nie martw się pomogę ci.-odpowiedziałem, gdy nagle winda gwałtownie się zatrzęsła i lekko przesunęła w dół.-Ale jeżeli chcemy to przeżyć to musimy od razu, zacząć wychodzić, Brako pomóż mi to otworzyć.
Razem z Brako i Andresem otworzyliśmy klapę, która była windzie na górze, powoli zaczęliśmy wychodzić drabinką która była na ścianie obok. Była ona także spróchniała i cała się trzęsła, baliśmy się, że jeżeli wejdziemy na nią wszyscy razem to spadniemy na dół. Ale wszystko poszło gładko. Drabinką doszliśmy na samą górę hotelu i wyszliśmy drugim otworem na dach. Kiedy wszyscy byliśmy już bezpieczni, usłyszeliśmy jak coś spada i głośno uderza, była to właśnie winda którą jechaliśmy.
-W samą porę z niej wyszliśmy.-powiedziała Naty.
-Tak to prawda.-odpowiedziała Violetta.-Ale którędy teraz? Przecież musimy jakoś wejść do środka.
-Musi tu być jakieś wejście z klatką schodową.-powiedziałem.
-Tak masz racje i chyba tam jest.-powiedział Braco, po czym spojrzał na dużą budkę.
-No to chodźmy.
Podeszliśmy bliżej i powoli weszliśmy do środka.
-Ale chwila, dopiero co wyszliśmy z tego hotelu i teraz znowu mamy tam wchodzić?-zapytał Andres.
-Ty i te twoje mądrości życiowe.-dogadała Naty.

  Maxi


Cały czas chodziliśmy ciemnymi korytarzami, niestety nadal nie znaleźliśmy jakiegokolwiek śladu po Camili.
-Ej wy naprawdę myślicie, że ona tu jest?-spytała Ludmiła.
-No wiesz raczej możemy ją tu znaleźć niż w wesołym miasteczku.-powiedziała Francesca.
-Tak macie racje.-odpowiedziała.
Nadal błonkaliśmy się po ciemnych zakamarkach, wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś szmer, jakby ktoś za nami szedł i ciągle nas podsłuchiwał. 
-Słyszeliście to?-zapytał Napo.
-Tak i co robimy?-spytała Ludmi.
-Wiejemy.-odpowiedziałem.
Zaczęliśmy biec niczym sił w nogach, ale przez cały czas coś za nami biegło. Wbiegliśmy w jakiś ślepy i ciasny zaułek, gdy nagle kiedy się odwróciliśmy, ktoś zamknął kratę. Wszyscy zaczęliśmy krzyczeć i próbować ją otworzyć, ale bez skutku. Byliśmy w kropce, nie mieliśmy się jak wydostać i zadzwonić po pomoc. Ale jedna rzecz ciągle nie dawała mi spokoju, kto nas tu zamknął? No, ale był jeden plus mieliśmy już pewność, że Cami na pewno gdzieś tu jest.
-Jak myślicie kto to był?-zapytał Tomas.
-Nie mam pojęcia miał zakrytą twarz.-powiedział Napo.
-To prawda, ale mam przeczucie, że mógł to być Diego.-powiedziała Ludmiła.
-Ten nowy? Niby czemu?-zapytał Francesca.
-Nie mam ochoty o tym gadać, ale długo go znam i wiem do czego może się posunąć.-odpowiedziała.
-Boję się.-powiedziała Francesca cała się trzęsąc.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.-powiedział Tomas, po czym podszedł do niej i ją przytulił.
-Co z nami będzie?-zapytał Napo.
-Chyba będziemy musieli spędzić tu trochę czasu.-powiedziałem , po czym usiadłem o oparłem się o ścianę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz